żyć tak , aby wszystko było cudem... kłęby myśli w mojej głowie
Kategorie: Wszystkie | gdybania | ja i moje kłęby | lepkie dialogi - z przymróżeniem oka
RSS
wtorek, 26 października 2010
czas płynie jak rzeka ..... powrót

           Postanowiłam wrócić ,może to dobre posunięcie żeby znaleźć chwilę czasu dla siebie , bo dużo się w tym moim szalonym życiu zmieniło .Pojawił się ktoś , kto swoim małym paluszkiem uczy mnie świata na nowo .Mój syn Juliusz Dominik .Mój kłębuszek ,który pokazuje mi piękniejszy księżyc ,piękniejsze słońce i kwiaty . Jest moim cudem.   

            

czwartek, 06 listopada 2008
nocnie ...

       

Tęsknię za Juliuszem ,gdybym wiedziała , który z sąsiadów go zabił nie darowałabym ...na osiedlu jest ograniczenie 10km/h, jak ktoś mógł go rozjechać ...tak zwyczajnie ... Julek był mądrym kotem , mruczał głośno, łapczywie pił mleko uśmiechając się ... był zawsze przy mnie  , zawsze do mnie wracał ... mam kaktusa w gardle jak o nim myślę ...   nie mogę wyzbyć się zwyczaju szukania go, spacerując z pieskiem w nocy szukam Julka .... 

Lubię nocne spacery .

w nocy odkrywam zakamarki osiedla , których w dzień nie zauważam , wbrew pozorom wcale nie jest niebezpiecznie (oby tak zostało)... Kapsel jest spokojniejszy ,nie spieszy się nigdzie ...obsikuje ten sam znak drogowy dwa razy , solidna robota . Kręciliśmy się wczoraj koło hospicjum ... nigdy nie podchodziłam tak blisko ...wewnętrzny ktoś mówił mi nie zakłócaj spokoju ...tak, do tego stopnia .tam małe światła palą się cały czas ,widać kroplówki przy łóżkach , w jednym pokoju stoi świąteczna choinka ,ubrana w kolorowe światełka z aniołem na czubku...pomyślałam : już ? tak szybko choinka ....i nasunęło się znowu ...ile mamy czasu ? to już nie jest pytanie ...to bardzo smutne i nieuniknione .nie jestem podglądaczem .

Dobranoc.

wtorek, 28 października 2008
podaj dalej ... i ...

                                      

                                          o mnie , o tobie

                                                    *

                                           rzuć we mnie łzą

                                           rozpłynie się uśmiech

                                           za kołnierzem

                                           jesienią pachnącego płaszcza

                                           wieża Eiffla połyskuje w pamięci

                                           Twoim natchnieniem

                                           skupionym we mnie

                                           wzrokiem

                                           historii mojej miłości

                                           nie jedno dałam jej imię

poniedziałek, 27 października 2008
koniec października ... dla Ciebie ...

                        "Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby :

                         albo tak ,jakby nic nie było cudem,

                         albo tak ,jakby cudem było wszystko ".

                                                                              Albert Einstein

czwartek, 25 września 2008
wrzesień ...

      """...Człowiek stale nosi w sercu tęsknotę za utraconym rajem .

     Całe życie szuka szybkiego nurtu, który by go zaniósł na drugi brzeg ,do  ostatecznego domu .

               Tym wieczystym domem jest Miłość ..."""

                 

Spacerowałam dzisiaj jesienią:

 

byłam u doktora Ż. Miał poważną minę ,kilka nowych uwag ,pare nowych terminów medycznych i na koniec uśmiech podany na tacy ze stu pięćdziesięcioma złotymi .a mi nie do śmiechu .mamy nową teorię przyczyny mojej "bezpłodności"-jakieś wymuszone cykle ,odporność na placebo ....  teorię? czy kolejny stek bzdur do zapchania dziury w terminarzu doktora ż. no i co ...zgodziłam się na kolejny transfer ...kolejną punkcję ...Niby chcę powiedzieć dość , krzyknąć koniec! przerwa ! Pauza ! chcę odpocząć ! ale nie potrafię ...myślę sobie : jeszcze raz ,ten ostatni , może w końcu się uda - urodzić dziecko i otworzyć mu oczy na wielka tajemnicę istnienia ... usłyszeć mamo ... cholera ... Ile mamy czasu? - niewiele (...)

Ten wrzesień depcze mi po piętach ,wkłada groch pod prześcieradło i szepce do ucha : dobranoc.

Jarzębina ,rośnie przed moim domem , Panna cała w koralach ...

                                                                Dobrej nocy...

P.S. podobno już czas na krem przeciwzmarszczkowy ?..., powinnam sobie zafundować ...

niedziela, 21 września 2008
mrzonka o przyjacielu - ku pamięci ...

po domniemanym przyjacielu został tylko surowy kotlet schabowy w lodówce ... a to co miało spłynąć z wodą w sedesie ....spłynęło ...

Myślałam ,że wyrosłam już z naiwności ...  ,że gdzieś ją za sobą zostawiłam - pomyliłam się, otwieram szeroko usta ze zdziwienia i nie wierzę .

dość już nieszczerości ,

"uciekł jak pies z podwiniętym ogonem

i tyle go widziałam . żegnaj "

Boże strzeż mnie przed ludzkim fałszem .

Amen.

P.S. Zwykle płaczemy przez ludzi ,którzy nie zasługuja na nasze łzy.

                     

                                        

                                                                               09-12-1994r.

                                      Po co mi łzy...

                                   **************

                                       Po co mi łzy,

                            chcę sie radować na świat ,

                                       Po co mi łzy,

            przecież po teczy wejść do Hiacynty mogę tylko ja ,

                  deszcz nie zgasi światła które w sercu mam

                                       Po co mi łzy ,

                                       nie chcę ich

                                           nie ja .

                                                                         Koniec.

 

poniedziałek, 18 sierpnia 2008
Budujemy dom pozytywny...

Bratki ...                          

                           

               Gyby życie było ogrodem  ...  jak wyglądałby mój ogród...?

                          

                 Budujemy dom , my bezdzietni wygodnisie jak mniemają nieznajomi - wścibscy ...      Invitro - ostatni raz , potem przerwa jakieś pół roku - bo się już nie nadaje ... Co raz częściej myślimy o adopcji ale gdy o tym mówimy  ...ja płaczę . Dom rośnie duży , na budowie jesteśmy codziennie , cegły są czerwone i ciepłe .Jest już strop a ja wiem gdzie ustawię kuchenkę ( z pięcioma palnikami - koniecznie ) i stół jadalniany - kuchnia będzie najpiękniejsza - w końcu w Pyszącej musi być pysznie .  Jakimś cholernym cudem rzuciłam papierosy , pierwszy raz od 8 lat udało mi się , nie palę 8 tygodni ......czy mi tego brakuje ?...    wolę o tym nie myśleć .

Mam psa ...   ma naimię Kapsel ,rasa europejska ,czarny - podpalany z hodowli mojej kochanej siostrzenicy Anny ...... Kapsel jest bardzo szczęśliwym pieskiem. . .    hmmmm   mam  i  trzy  koty ...    Skończę jak Violetta ....    nie ubliżając nikomu ...broń Boże.

W tym roku udało nam się spędzić kilka urlopowych dni w Karpaczu a potem w Łebie ...., było przeuroczo ... napisałam list , który wrzuciłam do morza ...  no i popłynął...   dokądś ... donikąd ... hmmmm...

do kogo ten list ? do samej siebie ...  może mnie kiedyś odnajdzie ...

dzisiaj usiądę za sztalugą ....trzeba wyrzucić coś na brzeg ...    :)

niedziela, 11 maja 2008
Dobranoc...

                            

                             

***śpij...***

cały mój pejzaż tobą nasycony
obłoki spętane sznurem jesiennych latawców,
spoglądają w dal.
na pożegnanie.
rzeka spaceruje naszą łąką,
jak śmierć co tędy wczoraj przeszła ,
nieszczere nuci kołysanki.
jabłonie wznoszą ręce do nieba,
kołysze sie fala,
fala ludzkich rąk wyznaniem wiary,
zatacza krąg
gdy Wojciecha dzwon
szlachetnie wybija
spoczywaj w pokoju...
Ave Marija.
senne marzenia w winogronach zatopię
nie będą tak słodkie ,jak zawsze
wzdycham cicho ,bo cóż ja mogę.
ty śpisz, ja już nigdy nie zasnę.

środa, 07 maja 2008
To nie jest takie łatwe - milczenie ...

                           

                            

Urszula Kochanowska
taka jak ja...
Gdzie jesteś Ulo?

U Pana Boga?

A co ty robisz sama w przestworzach?

siedzisz na gwieżdzie...?

uważaj parzy !,

razem z chwastami ogrodnik cię zważy!.

Jeszcze tylko kilka chwil,

kilka lat,

kilka łez.

Chcesz odwiozę cię do domu,

tam na ciebie czeka pies.

i usiądziesz rozmarzona pod lipą ogromną,

matka chronić ciebie miała ,

od czego

nie wspomnę...

Niezapominajki w Czarnolesie

biją już na alarm

Ta najbardziej niebieska

to ja

twoja łezka

Zobacz Ula

Tata czeka ,

Mama jabłka zrywa,

Siostra siedzi w kącie,

i cichutko wzdycha.
Nie wracaj!

sobota, 26 stycznia 2008
moja wskrzeszona siła...

tak , to było wyczerpujące, najpierw panika , potem spokój milczacy jak ryby , wpatrzone głupkowatym wzrokiem w mijajace karty kalendarza. doktor k. powiedział : proszę przyjść , proszę pamietać o terminie ...., Pani wie jakie to ważne , prosze sobie zanotować i nieprzegapić......,  PRZEGAPIŁAM!!!!!. ale jak to się mogło stać ....?, tylko co mi da teraz zadawanie pytań , musze działać , on musi mnie dzisiaj zbadać wiem ,że ma milion zdesperowanych pacjentek , ale to musi być dzisiaj ..., no i co że nie mam terminu , bedę improwizować w drzwiach do gabinetu. idę.  Panie doktorze , zapomniałam o rzeczy dla mnie najważniejszej , najważniejszej ...rozumie Pan ? , proszę mnie zbadać .....   zbadał. to było łatwe. co prawda wynik nie był taki na jaki liczyłam ale rozjaśnił mi w głowie kwestię siły jaka jednak jeszcze we mnie drzemie ,   czasami budzi sie i krzyczy . i potrafi dopiąć swego - a już poważnie w nią wątpiłam.  wiedziałam ,że przez chwile nieuwagi stracę kolejny czekający miesiąc , ja już poprostu nie mogę sobie na to pozwolić . widziałam swoje jajniki , wygladały jak pieguski za 3 zł. takie ciasteczka z rodzynkami . nie podobały mi się .

musze być ostrożniejsza.

a dziś mam patentowanego lenia , przez cały dzień snułam wielkie plany , które zakończyły się tak samo jak zaczęły istnieć .....nienarodzone umarły .

idzie wiosna?

                             taka sama?

 

                   chodzą dzisiaj za mną  kuszące fiołki ....

Fiołki
Pawlikowska-Jasnorzewska Maria

Fiołki, jak i inne kwiatki, nie chciały mieć ust ni oczu,

rąk, które można załamać, włosów, co mogą posiwieć.

Wolały zamilczeć w trawie, z daleka na uboczu.

Wolały nie być szczęśliwe ani też nieszczęśliwe.



Fiołki nie chciały się spalić w pożarze na siódmym piętrze,

fiołki nie chciały umierać na łóżku w krzyku i strachu.

Nie chciały być wcale większe, mądrzejsze i gorętsze,

życzyły sobie spokoju w niskim, fiołkowym zapachu.



Fiołki nie chciały miłości, tęsknot i czekan na listy.

Nie chciały płaczu marzenia, kiedy je na śmierć wzywają.

Wolały codzienną pszczołę obojętności złocistej,

która im serca nie weźmie, bo go umyślnie nie mają.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5